Błaszczyk trenował z mistrzami, ale marzenia nie spełnił

W poniedziałek w Gazecie Wrocławskiej ukaże się wywiad z trenerem Rafałem Błaszczykiem. Przeczytacie tam m.in. jakie są szanse, że Anna Barańska wróci na Krupniczą. U nas szkoleniowiec Gwardii opowiada o swoich początkach z siatkówką i niespełnionym marzeniu.

Jak to się stało, że Rafał Błaszczyk trafił na Krupniczą?
Ja tutaj zaczynałem swoją przygodę jako mały chłopiec. Trenowałem w grupach młodzieżowych pod okiem trenera Andrzeja Gągały, później Jana Śliwki i Piotra Wolnego. Później trafiłem nawet do szerokiego składu pierwszego zespołu, kiedy zespół był już po trzech mistrzostwach, ale wciąż należał do czołówki. Jednocześnie byłem już studentem AWF i przechodziłem pomału na drugą, trenerską stronę barykady.

A z czego wynikał sam wybór siatkówki?
Z chęci obcowania ze sportem, który w moim życiu pojawiał się od najmłodszych lat. Na początku było pływanie, w które zaangażowałem się do tego stopnia, że w drugiej klasie szkoły podstawowej zdecydowałem się przenieść do placówki na ul. Teatralnej, by móc regularnie, dwa razy dziennie trenować. Potem przez 1,5 roku trenowałem judo. Jednak to siatkówka była w Polsce bardzo popularna – wiadomo, połowa lat 70-tych, słoty medal mistrzostw świata, złoto olimpijskie. Wszyscy chłopcy chcieli grać w siatkówkę. To było naturalne.

Czyli mistrzowie Polski z początku lat 80-tych trenowali z panem?
Właściwie ja z nimi (śmiech). Oczywiście. Trenowałem z Leszkiem Łasko, Irkiem Kłosem, Maćkiem Jaroszem, Sławkiem Skupem, Krzyśkiem Olszewskim, Zbyszkiem Barańskim, Markiem Ciaszkiewiczem. To był dla mnie wielki zaszczyt, że mogę z nimi jeździć na obozy, trenować. Nigdy nie udało mi się osiągnąć takiego poziomu, jaki oni prezentowali, ale przez dwa lata byłem gdzieś przy tym zespole. Natomiast nigdy nie zagrałem w pierwszym zespole. To było gdzieś moje marzenie. Dawniej były dwie drużyny. Ja grałem w tej drugiej, występującej w III lidze.

Czyli takie niespełnione marzenie…
Najpierw to było marzenie, ale potem już realnie oceniałem sytuację. Schyłek mojej kariery zawodniczej wykorzystałem do tego, by obserwować i wyłapywać to, co będzie dla mnie cenne w mojej przyszłej pracy. Przez ponad dwa lata uczestniczyłem przecież w treningach prowadzonych przez Władysława Pałaszewskiego, wybitnego szkoleniowca. Tego, co się wtedy nauczyłem, nie wyczytałbym w książkach.

Gwardii stuknęło 65 lat. Sponsorzy sypnęli kasą. Wypadałoby uczcić dobrym miejscem w lidze ten jubileusz.
No tak, ale musimy też mocno stąpać po ziemi. Należy pamiętać, z jakiego pułapu zaczynają inne zespoły. W ich składach pojawiło się wiele ciekawych zawodniczek, również z zagranicy. Być może dystans kadrowy, który przez lata nas dzielił, udało się zmniejszyć. Jednak wciąż czeka nas dużo pracy, by drużyna liczyła się w rozgrywkach.

Chyba nigdy nie mieliśmy tak wyrównanej ligi.
Wszystko na to wskazuje. To będzie z pewnością najciekawszy sezon od powstania profesjonalnych rozgrywek.

Jest pan zadowolony z dotychczasowych przygotowań? Sparingi gracie bez Joanny Wołosz, chociaż brak pełnego składu to akurat nie tylko wasz problem…
W reprezentacji, która poleciała na mistrzostwa świata, są przedstawicielki sześciu klubów. Nasza sytuacja jest o tyle trudna, że rozegranie to kluczowa pozycja. Ewa Matyjaszek radzi sobie dzielnie we wszystkich turniejach. Mam nadzieję, że po powrocie Asi Wołosz 10 dni wystarczy, żeby się zgrać.

Jak wygląda w tym sezonie sprawa z Orbitą?
Z halą jest tak jak było. Część terminów jest wolnych, w innych nie mamy pojęcia co zrobić, bo przenoszenie meczów do innych miast nie jest do końca dobrym pomysłem. Trzeba brać to co jest i nie zastanawiać się nad tym, bo pole manewru jest niewielkie.

Jak zdrowie Katarzyny Mroczkowskiej? Zagra w pierwszym meczu sezonu?
Jak najbardziej. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Kasia zaczęła już treningi z piłką, ale wciąż dmuchamy na zimne. Nie chcemy niczego przyspieszać. Jej brak sprawia, że musimy w sparingach szukać innych rozwiązań. Gdy wróci, gra będzie wyglądaćz pewnością inaczej. Do tego doszła niedyspozycja Moniki Czypiruk i zostałem bez dwóch atakujących.

cały wywiad przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu Gazety Wrocławskiej oraz na stronie internetowej gazetawroclawska.pl

GUD/SZUCH


Komentuj na Facebooku

comments