Cała prawda o zwolnieniu Rafała Błaszczyka

Minął tydzień od kiedy trenerem Impela Wrocław nie jest już Rafał Błaszczyk. Wydawało się, że znalezienie następcy (czyt. Matlaka) to kwestia czasu. Wciąż jednak trenerem wrocławskich siatkarek jest… statystyk.


Błaszczyk nie pracuje z zespołem od środy 19 grudnia. Na przedpołudniowy trening przyszedł w cywilnym stroju, a nie w dresie. Znaczy się wiedział już, że to koniec. Zajęcia poprowadził, a potem pożegnał się z zawodniczkami. Podobno pochmurny był już od kilku dni, chociaż to oczywiście wrażenie subiektywne. Pewne jest jednak to, że faktycznie o jego losie zadecydowano wcześniej. Jeszcze przed meczem z Pałacem Bydgoszcz wygranym u siebie 3:2 prezes Jacek Grabowski stwierdził enigmatycznie, że to spotkanie „nic nie zmieni”. Bo już przed pierwszym punktem było wiadomo, że to pożegnanie Błaszczyka. Okazało się, że Kim Stealens to za mała ofiara na przebłaganie siatkarskiego bożka, bo drużyna wciąż gra słabo.

Wszyscy wzrok skierowali od razu na Jerzego Matlaka, który chwilę wcześniej pracę stracił w Sopocie, w dość zresztą kuriozalnych okolicznościach.

Ten trener to osobna historia. W Trójmieście podobno od pewnego już czasu chciano się z nim pożegnać. Jak opowiadał w jednym z wywiadów wezwano go, by wręczyć mu zwolnienie dyscyplinarne, którego nie przyjął. Ostatecznie jednak komunikat na klubowej stronie zaprzeczył, że Matlak został wyrzucony właśnie dyscyplinarnie, ale jednocześnie dodawano, że były to „przyczyny pozasportowe”. Prezes Tomasz Słodkowski stwierdził: 
– Jego postępowanie godziło w wizerunek klubu i sponsorów. W sumie złamał on kilkanaście różnych postanowień umowy. Nie mogę jednak zdradzić szczegółów, bo zobowiązują mnie do tego warunki zawartego z Matlakiem kontraktu.

Nieoficjalnie mówi się, że chodziło o alkohol. Na Matlaka nasłano nawet radiowóz policyjny, który sprawdził po jednym ze spotkań w Lidze Mistrzyń jego trzeźwość. Wyszło zero. Cały zdarzenie potwierdził sam trener, który odgrażał się nawet sądem.

Mimo tych kontrowersji prezes Jacek Grabowski wyraźnie stwierdził, że kandydatów jest trzech: Matlak i dwóch Włochów, ale że on jest zwolennikiem Polaka. Szkoleniowiec początkowo milczał lub zaprzeczał, teraz stwierdza, że we Wrocławiu by popracował, ale nie w roli ratownika tylko dłużej. To z jednej strony utytułowany fachowiec, z drugiej – człowiek, z którym niektóre siatkarki pracy sobie nie wyobrażają. Gdy trenował kadrę nie ze wszystkimi potrafił się dogadać. Nie powoływał Katarzyny Skowrońskiej i nie potrafił załagodzić konflikt między Anna Barańską (dziś Werblińśką) a Małgorzatą Glinką. Na ME w 2009 roku zachorowała mu poważnie żona i musiał opuścić drużynę. Do brązu biało-czerwone poprowadził jego asystent Piotr Makowski.

Póki co jednak – cisza, jakby negocjacje zwolniły, a na ławce trenerskiej zasiada Marek Solarewicz – z całą sympatią: bardziej jednak statystyk niż siatkarski trener. A może w tej historii czeka nas jeszcze jeden zwrot?

JG

Komentuj na Facebooku

comments