Czas na bojkot pucharów?!

sxc„Puchar Challegne Cup w obecnej formie nie ma racji bytu” – mówi wiceprezes zarządu Impel Volleyball SA. Ma całkowitą rację. Więc może nadszedł ten czas, by polskie klubu uderzyły pięścią w stół, za którym siedzi międzynarodowa federacja (CEV). Właśnie dziś, kiedy mają tyle argumentów, w tym zwycięzcę żeńskiego Pucharu CEV i finalistę Ligi Mistrzów.

Sukces Muszyny – pokonanie w finale pucharu CEV naszpikowanego gwiazdami Fenerbahce – to ogromne osiągnięcie polskiej siatkówki. Kolejne zresztą, bo sukcesem kończy się też każda impreza siatkarska organizowana nad Wisłą. Międzynarodowa federacja korzysta zatem obficie z wielkiego zainteresowania, jakim ten sport cieszy się u nas, chociaż z drugiej strony inkasuje miliony z Azji czy od szejków, organizując tam klubowe mistrzostwa świata, Puchar Świata czy finały Grand Prix. Polskie klubu tymczasem nie mają z tego nic. Do pucharów wciąż dokładają.

W 2008 roku z Pucharu CEV wycofał się Centrostal Bydgoszcz, bo musiałby lecieć na mecz do rosyjskiego Chaborowska 9000 kilometrów na wschód od Moskwy. W obecnym sezonie Impel Wrocław zrezygnował z Challege Cup – pucharu w którym trzeba często grać z półamatorkami, w białoruskiej hali, w której na co dzień jest lodowisko, albo pokonywać olbrzymi dystans do Azerbejdżanu. Nie pokazuje go telewizja, więc sponsorów te rozgrywki nie interesują, a za sukces nie ma żadnej premii finansowej. Jakby tego było mało, rezygnacja z udziału w kolejnej rundzie, grozi sankcjami ze strony CEV. Jakiś czas temu głośno swoje niezadowolenie z takiej formuły europejskiej rywalizacji wyrażały ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i MKS Tauron Dąbrowa Górnicza.

Może to zatem czas na bojkot? Może polskie sukcesy, gwiazdy grające w naszej lidze staną się dobrą kartą przetargową w negocjacjach?

Dobrze byłoby poszukać oczywiście sojusznika, by samemu nie machać szabelką. Duże pieniądze są na wschodzie, więc może alternatywą – która zmusiłaby CEV do zmian – byłaby koncepcja powołania nowych, klubowych rozgrywek z udziałem najlepszych drużyn Europy środkowo-wschodniej? W Moskwie znajdzie się pewnie niejeden sponsor, który wyłoży duże pieniądze w zamian za siatkarski, telewizyjny show, w którym zobaczyć będzie można największe siatkarskie sławy. A tych w Polsce i w Rosji, w zespołach męskich i żeńskich nie brakuje. Bo skoro Gazprom sponsoruje piłkarską Ligę Mistrzów, to dlaczego nie miałby wyłożyć (w gruncie rzeczy mniejszych) pieniędzy na taki projekt? No chyba, że wcześniej CEV pójdzie po rozum do głowy i zacznie płacić za sukcesy. Robią tak wszędzie: od pokera, poprzez snooker nie mówiąc już o „piłce kopanej”. Tylko nie w siatkówce.

Jakub Guder


Komentuj na Facebooku

comments