LŚ: Finał bez gospodarzy (dzień IV)

Stany Zjednoczone - Liga Światowa 2014 (fot. fivb)

Stany Zjednoczone – Liga Światowa 2014 (fot. fivb)

Reprezentacje USA i Brazylii spotkają się w niedzielnym finale Ligi Światowej. O trzecie miejsce powalczą gospodarze turnieju Włosi, którzy dziś dostali srogie lanie od wracającej do formy reprezentacji Canarinhos oraz największa niespodzianka tegorocznych rozgrywek – Iran. 

W pierwszym półfinale reprezentacja Stanów Zjednoczonych bez większych problemów pokonała ekipę Iranu. Mecz stał na dobrym poziomie i obfitował przede wszystkim w długie akcje i obrony. Niestety, dla irańskich fanów, podopieczni Slobodana Kovaca nie spisywali się dziś tak dobrze jak w poprzednich dwóch spotkaniach rozgrywanych we Florencji. Starali się co prawda walczyć z rywalem, ale słaba gra w przyjęciu i mało agresywna zagrywka nie pozwoliły im na nawiązanie do swojej gry z piątkowego meczu z Brazylią. Tym razem zawiódł fenomenalny do tej pory Ghafour, który zdobył zaledwie 10 punktów. Z kolei siatkarze Johna Sperawa, po stosunkowo gładkiej porażce z Włochami w fazie grupowej, pokazali, iż absolutnie nie należy ich skreślać w walce o końcowe zwycięstwo w Lidze Światowej. Co więcej Amerykanie odprawili Persów w naprawdę dobrym stylu. Wśród graczy zza oceanu najbardziej wyróżniał się Taylor Sander, zdobywca 17 oczek i najlepiej punktujący zawodnik w meczu. Z dobrej strony pokazał się również rozgrywający Jankesów – Micah Christenson. Przyzwoity mecz zagrał gwiazdor reprezentacji USA Matt Anderson. Chociaż nie zdobył zbyt wielu punktów, to robił to w kluczowych momentach i dołożył do tego swoją skuteczną zagrywkę.

Drugi półfinał zakończył się sporą kompromitacją gospodarzy. Nie chodzi już nawet o wynik, ale raczej o styl gry reprezentacji Włoch. Italia przegrała bowiem pierwszą partię spotkania zdobywając w niej zaledwie 11 punktów. W ekipie Mauro Berruto nie działało dzisiaj zupełnie nic. Nie było przyjęcia, rozegrania – Dragan Travica grał po prostu fatalnie, ataku, agresywnej zagrywki i bloku. No i przede wszystkim nie było Ivana Zaytseva. Bombardier Włochów przez cały pierwszy set nie zdobył nawet punktu. Potem było niewiele lepiej, bo w przypadku tego gracza 9 oczek w meczu to tyle, co nic. Do tego dodać można fakt, iż gospodarze Final Six walkę z przeciwnikiem podjęli wyłącznie w końcówce drugiego seta i to dlatego, że Brazylia zaczęła grać strasznie nonszalancko i popełniła kilka prostych błędów. Poza końcówką tej partii podopieczni Rezende grali naprawdę dobrze. Nie brakowało im mocnej zagrywki, skutecznego ataku i przede wszystkim zespołowości – o czym świadczyć może rozkład zdobywanych przez zawodników punktów. Wygrała drużyna i, tak jak w przypadku USA, konsekwencja.

Już jutro zakończenie turnieju finałowego Ligi Światowej we Florencji. W finale, który rozpocznie się o 20:30 zmierzą się Stany Zjednoczone i Brazylia. Włochom pozostaje walka o trzecią lokatę z reprezentacja Iranu (mecz od 17:30). Podobnie jak poprzednie spotkania również mecze finałowe zobaczyć będzie można na antenie Polsatu Sport.

USA – Iran 3:0 (25:18, 25:22, 25:16)

USA: Anderson (9), Rooney (11), Sander (17), Lee (11), Christenson (2), Holt (10),Shoji E. (libero)
Iran: Marouflakrani (2), Ghaemi (5), Mousavi (7), Ghafour (10), Mirzajanpour (5), Tashakori, Zarif (libero) oraz Mostafavand (2), Fayazi (1), Gholami (5), Mahdavi, Ghara

Włochy – Brazylia 0:3 (11:25, 23:25, 20:25)

Włochy: Parodi (7), Zaytsev (9), Lanza (7), Travica, Piano, Birarelli (5), Rossini (libero) oraz Vettori (1), Buti (10), Baranowicz i Randazzo
Brazylia: Rezende (2), Wallace (10), Sidao (10), Murilo (3), Lucarelli (13), Lucas Saatkamp (11), Mario (libero) oraz Vissotto i Raphael

Magda Gurban


Komentuj na Facebooku

comments