Prezes Gwardii: Czuję się rozczarowany [WYWIAD]

Mariusz Żebrowski, fot. Maciej Lulko - nadesłane materiały prasowe Gwardii Wrocław

Mariusz Żebrowski, fot. Maciej Lulko – nadesłane materiały prasowe Gwardii Wrocław

Prezes Gwardii Wrocław Mariusz Żebrowski nie kryje: Czuję się rozczarowany. Przed sezonem jasno deklarował, że zespół ma awansować do I ligi. Nie udało się, a głową zapłacił za to trener Piotr Lebioda. Rozmawialiśmy z prezesem godzinę po zwolnieniu szkoleniowca. Opowiedział nam dlaczego zdecydował się na ten krok, z czego był zadowolony, jak wyglądają finanse Gwardii, dlaczego nie podoba mu się reforma ligi…

W przedsezonowym wywiadzie dla siatka.org powiedział Pan: „Jako prezes klubu oczekuję od tej drużyny awansu, każdy inny wynik będzie dużym rozczarowaniem”.
Rzeczywiście czuję się rozczarowany. Brak awansu oznacza niezrealizowanie celu i otwarcie mówię, że drużyna i trener mnie zawiedli. Jednocześnie rozumiem, że nie wszystko w życiu wychodzi tak, jak można sobie tego życzyć. Dlatego chcę się dowiedzieć co stało się w meczu ze Szczecinem. Nie musieliśmy zagrać koncertowo, wystarczyło poprawnie. Przy całym szacunku dla rywala uważam, że byli w naszym zasięgu, na wyciągniecie ręki. To nie drużyna wałbrzyska, która – można śmiało powiedzieć – była od nas zdecydowanie lepsza w każdym elemencie.

Czy władze Gwardii zamierzają wyciągnąć konsekwencje wobec zawodników i sztabu szkoleniowego za niezrealizowanie celu?
Godzinę temu odwołałem trenera Lebiodę (rozmawialiśmy kilka dni po turnieju w Wałbrzychu, 7.05 – przyp. AU). Niektórzy zawodnicy też poniosą konsekwencje. Będziemy budować nowy zespół i nie wszyscy muszą się w nim znaleźć.

Czyli szykują się duże rotacje w składzie?
Nie wiem jeszcze, jak duże. Wszystko musimy dokładnie przeanalizować. Zorientujemy się, kto chce nadal u nas grać oraz określimy, czy aspiracje naszych zawodników są zbieżne z polityką klubu.

Jak z perspektywy sezonu oceni Pan dokonane transfery?
Transfery i budowę zespołu oceniam bardzo pozytywnie. Na wyraźne życzenie trenera drużyna liczyła piętnastu zawodników. Miało to pomóc w pracy szkoleniowej i zabezpieczeniu na wypadek kontuzji. Przede wszystkim zakontraktowaliśmy Rafała Jarząbskiego. Grał w Gwardii jeszcze w I lidze, a dwa lata temu w Nysie zdobył mistrzostwo zaplecza PlusLigi. Jego doświadczenie i dorobek były niezwykle cenne i przydatne tej drużynie. Poza tym z Opola przyszedł do nas utalentowany atakujący Piotr Hernik oraz przyjmujący Bartłomiej Dzikowicz. Zwykle na tym poziomie rozgrywek szkoleniowcy mają do dyspozycji dwunastu graczy.

Gwardia to w większości młodzi gracze wsparci doświadczonymi Deszczem, Michockim i Jarząbskim. Jak sprawdziło się połączenie młodości i rutyny?
Bardzo dobrze. Zawodnicy z doświadczeniem pierwszoligowym byli świetnym wsparciem dla młodszych kolegów. Warto też podkreślić sukcesywne wdrażanie do zespołu naszych zdolnych wychowanków – Maksymiliana Zwiecha czy Jakuba Zdybka. Występy tej drużyny potwierdzały, że kierunek budowy składu był jak najbardziej słuszny.

gwardia_logo222Całą rundę zasadniczą Gwardia przeszła jak burza, przegrywając tylko dwa mecze. Później przyszła faza play-off i nagle gwardziści ponieśli cztery porażki z rzędu. Co było przyczyną nagłego spadku formy?
Staram się oceniać drużynę z perspektywy całego sezonu. Pamiętajmy, że w pierwszej rundzie wygraliśmy wszystkie siedem spotkań rozbijając nawet Wałbrzych 3:0. Później też wygraliśmy pięć meczów. Dopiero ostatnie pojedynki to przegrane z Wałbrzychem i Zieloną Górą. Patrząc przez pryzmat całego sezonu mogę Gwardii wystawić mocną czwórkę w skali pięciostopniowej. Natomiast całkowicie zawiedliśmy w turnieju półfinałowym.

Czego zabrakło w Wałbrzychu?
O to trzeba spytać trenera, bo to on na co dzień pracuje z drużyną. Jeszcze nie otrzymałem oceny sporządzonej przez Piotra Lebiodę, więc ciężko mi w tej chwili podać powody porażki. Zarząd i pracownicy klubu odpowiadają za kwestie organizacyjne i finansowe, a nie sportowe. W tej chwili mogę się wypowiadać po prostu jako kibic.

Czy przed turniejem półfinałowym nie wywierano na graczach zbyt dużej presji?
Nie powiedziałbym, że presja była duża. Często rozmawialiśmy z zawodnikami i oni wiedzieli, że celem od samego początku do ostatniego dnia był awans. Tak naprawdę gdybyśmy wygrali kilka piłek więcej, to dziś moglibyśmy być w euforii i cieszyć się z wejścia do finału. Z Sulęcinem wygraliśmy 3:1, porażka z Wałbrzychem była do przewidzenia, natomiast zadecydował ostatni mecz ze Szczecinem. Gdybyśmy lepiej zagrali w końcówkach setów, to gralibyśmy dalej.

Powiedział Pan, że czeka na sprawozdanie trenera Lebiody. A jak można ocenić pracę szkoleniowca?
Piotr Lebioda przejął drużynę seniorską w połowie sezonu 2012/2013. Gwardia była wtedy zagrożona spadkiem, a on wyprowadził ją z marazmu i pomógł zająć bezpieczną lokatę. Za poprzedni sezon należą mu się duże słowa podziękowania. W ostatnich rozgrywkach zespół spisywał się świetnie w pierwszej rundzie, druga też była bardzo dobra. Pomimo pewnej zadyszki byliśmy ostatecznie liderem swojej grupy. Później niestety pojawiły się błędy. Tak jak w każdym działaniu — jeśli coś nie wychodzi, to znaczy że są jakieś niedopatrzenia. Oczekuję zatem na informację od trenera, który pracował na co dzień z drużyną, był na turnieju w Wałbrzychu i ma pełną wiedzę o dyspozycji graczy. Dziś zobaczę się z drużyną po raz pierwszy od niedzieli. Chcę się dowiedzieć, jak oceniają swój występ.

A co z nowym trenerem? Może warto pomyśleć o kimś spoza środowiska Gwardii. Świeże spojrzenie kogoś z zewnątrz mogłoby dobrze wpłynąć na zespół.
Należy pochylić się nad każdą kandydaturą, tylko musimy pamiętać, że dysponujemy budżetem drugoligowym. Każda osoba z zewnątrz musi gdzieś mieszkać, a dobrze wiemy, jakie ceny najmu są we Wrocławiu. Ponadto w naszym otoczeniu są również trenerzy z dorobkiem szkoleniowym i wysoki kwalifikacjami.

Odchodząc nieco od spraw klubowych. Przed sezonem zmieniono system rozgrywek II ligi. Czy zwiększenie liczby grup nie zmniejszyło poziomu?
Mnie osobiście ta reorganizacja od początku nie przekonywała i z perspektywy sezonu uważam, że nie poszła w dobrym kierunku. Wcześniej grając w innym składzie, z zespołami z kilku województw, można było wyciągnąć więcej wniosków. Teraz zawężono nas do dwóch ościennych regionów. Zdarzało się, że rozgrywaliśmy po cztery mecze z tą samą drużyną. Przez to rozgrywki było zwyczajnie monotonne. Już na początku liga podzieliła się na dwie grupy: ta walcząca o awans i zespoły prezentujące niższy poziom.

Czy PZPS zauważył, że zmiany się nie sprawdziły i czeka nas kolejna reforma?
W mojej ocenie system się nie sprawdził, nie wiem natomiast jak widzi to PZPS. Tak samo można mieć wiele zastrzeżeń do sytemu wieloetapowego awansu. To jakieś kuriozum, że mistrz ligi nie awansuje dalej! Czy dobra gra przez cały sezon nie wystarczy i potrzebujemy dodatkowych play-offów? W pewnym stopniu spotkało to Gwardię, ale odnosi się to nie tylko do nas. Tak naprawdę o przejściu dalej nie decyduje ciężka praca w całym sezonie, ale forma z ostatniego miesiąca. A wystarczy, że kontuzję złapie dwóch zawodników z podstawowego składu i zespół traci siłę rażenia.

fot. gwardiawroclaw.pl

fot. gwardiawroclaw.pl

Czy nie ma Pan czasem dość swojej funkcji? Tyle lat pracy, walki o ten klub, a drużyna nadal tkwi w drugiej lidze.
Muszę podkreślić, że cały klub pracuje bez zastrzeżeń. Mamy od dwóch lat nowy, świetny zarząd sekcji, który tworzą wartościowi ludzie. Przekazują sobie wzajemnie pomysły, kontakty i doświadczenia. Wiąże się to też ze sprawami finansowymi, bo żadnej dyscypliny nie da się utrzymać bez odpowiedniego budżetu. To pokazuje, że ta praca jest dobrze zorganizowana i czerpię dużą satysfakcję z tego, że mogę tutaj działać. Bieżąca praca z drużyną to spore wyzwanie. Rozwiązywanie wielu nieprzewidywalnych problemów. Chociaż odpadliśmy z dalszej gry, to potrafię docenić ciężką pracę zawodników na treningach. Codziennie widziałem zaangażowanie, solidność i chęć walki. Poza tym wszyscy łączą grę z pracą zawodową czy nauką, co też nie jest łatwą sprawą. Praca w sporcie jest dla mnie inspirująca.

Powiedział Pan, że zawodnicy zawiedli, ale kto dokładnie?
Siatkówka to sport drużynowy i zawodzi cały zespół, a nie jednostki. Nawet jeśli ktoś ma słaby dzień, to koledzy mają go wesprzeć. Jeśli zawodnik wychodzi na boisko i gra słabo, a trener nie decyduje o zdjęciu go z boiska, to znaczy, że jest lepszy od tych, którzy stoją w kwadracie rezerwowych. Wracając jeszcze do meczu ze Szczecinem. Wyszli najlepsi i powinni ten mecz wygrać. Tak naprawdę nie przegraliśmy tego jednego meczu, bo spadek formy był widoczny już od kilku miesięcy.

Porażka wynika tylko z kwestii sportowych? Klub zapewnił wszystko, by zawodnicy mogli z czystą głową zająć się grą?
Jest podział obowiązków. Zawodnicy mają godnie reprezentować klub na zewnątrz i sumiennie angażować się w treningi. Trener odpowiada za proces szkoleniowy. Ma do pomocy asystenta i trenera odnowy biologicznej, a to nie jest standard w II lidze. To wszystko zapewnił klub. Kolejnym czynnikiem sprzyjającym jest własna hala dostępna cały tydzień. Kwestie organizacyjne również zostały zabezpieczone. Nigdy nie było sytuacji, że zespół nie miał czym jechać na mecz, by brakowało sprzętu czy obiekt był nieprzygotowany do zawodów. Zatem mogę powiedzieć, że te warunki zostały spełnione. A czy były dla wszystkich satysfakcjonujące to kwestia subiektywna.

Mecze Gwardii cieszyły się niesamowitym zainteresowaniem, kibice często zjawiali się nawet w nadkomplecie. Spodziewał się Pan aż takiej frekwencji?
Zainteresowanie było faktycznie duże. W kilku meczach kibice stali również za filarami. Sprawiało to lekki kłopot serwującym zawodnikom. Świadczy to o tym, że Wrocław potrzebuje męskiej siatkówki na dobrym poziomie. Gwardia zyskała sympatię kibiców.

Wracając do kwestii hali. Miasto mówiło, że po wybudowaniu Narodowego Forum Muzyki obiekt przy Krupniczej i cały budynek zostaną zagospodarowane na rzecz nowej inwestycji. Gwardia miała otrzymać budynek zastępczy. Czy ma Pan jakieś sygnały z magistratu?
Klub ma podpisaną umowę na trzy lata. Mogę powiedzieć, że czujemy się tu bardzo dobrze, ale zdajemy sobie sprawę, że to nie jest obiekt pod halę sportową. Jego pierwotne przeznaczenie było zupełnie inne.

Czy widzi Pan we Wrocławiu halę, która byłaby optymalna dla Gwardii?
Należy skorzystać z doświadczenia siatkarskiego Impela. Wiemy z jakimi problemami stykali się oni przy okazji Orbity. Musieli rozgrywać niektóre mecze poza Wrocławiem, bo w hali odbywały się niezwiązane ze sportem przedsięwzięcia. Moim zdaniem w naszym mieście powinny być stworzone warunki podobne do tych w Wałbrzychu. Tam powstała hala, z której korzystać mogą koszykarze, siatkarze czy piłkarze ręczni. We Wrocławiu w mojej opinii brakuje takiego obiektu.

Przejdźmy do kwestii finansowych. Jak duży budżet Gwardia miała w następnym sezonie?
W tym sezonie dysponowaliśmy ponad 300 tys. zł netto. Ta kwota systematycznie wzrasta. ,Może niewiele, ale od kilku lat z każdym rokiem coraz bardziej. Musimy podkreślić duży udział miasta, które przekazało nam 100 tysięcy zł. Ten budżet spokojnie wystarcza na II ligę, ale nasze ambicje sięgają jeden stopień wyżej. Kwota na funkcjonowanie w I lidze zaczyna się od ok. 700 tys. a kończy nawet na ponad milionie. Co ważne, miniony sezon zakończyliśmy bez żadnego zobowiązania. Jesteśmy w pełni wypłacalni. To pokazuje, że udaje nam się realizować odpowiedzialną politykę finansową.

Mariusz Żebrowski, fot. Maciej Lulko - nadesłane materiały prasowe Gwardii Wrocław

Mariusz Żebrowski, fot. Maciej Lulko – nadesłane materiały prasowe Gwardii Wrocław

Czy Gwardia byłaby w stanie zbudować chociaż ten minimalny budżet pierwszoligowy? We Wrocławiu mamy sporo drużyn grających na wysokim poziomie, więc konkurencja o wpływy sponsorskie jest spora.
Tak, jesteśmy w stanie funkcjonować w pierwszej lidze. Dlatego taki był nasz cel.

A istnieją szansę na sponsora tytularnego?
Moim zdaniem nie ma takiej potrzeby. Powinniśmy występować jako KS Gwardia Wrocław, bo ta nazwa jest najbardziej rozpoznawalna. Mamy kilkanaście podmiotów, które nas wspierają, ale nie chcemy nikogo wyróżniać. Dla nas każde wsparcie – niezależnie od kwoty – jest ważne.

Jak wygląda szkolenie młodzieży w Gwardii?
Wspominałem o funduszach na ligę, ale pamiętajmy, że szkolenie zawodników również kosztuje. Pracujemy z dziećmi już w szkole podstawowej. Uczestniczymy w Volleymani. Te działania wymagają pewnych nakładów. W kwestii szkolenia rok temu byliśmy notowani w pierwszej czwórce w Polsce – przy skromnych środkach finansowych, ale dzięki ogromnemu zaangażowaniu trenerów. Tutaj warto wrócić do trenera Lebiody, który dzięki dobrym wynikom z młodzieżą dostał szansę pracy z seniorami. Prawie 20 lat świetnie pracował z drużynami juniorskimi i miał okazję sprawdzić się na wyższym poziomie. Dziękuję mu za tyle lat pracy i nie będę oceniał go tylko przez pryzmat ostatniego turnieju.

Trener Lebioda wróci do pracy z młodzieżą czy definitywnie żegna się z klubem?
Temat jest otwarty. Musimy się spotkać i uzgodnić wszystkie kwestie.

Czy kluby z wyższych ligi zwracają się do Gwardii po naszych młodych, zdolnych graczy?
Co roku przekazujemy dalej naszych najlepszych zawodników. Pojawiają się w PlusLidze i na jej zapleczu. Naliczyłem siedmiu wychowanków, którzy podczas mojej pracy w Gwardii przeszli do wyższych lig. To właśnie pokazuje, jak duży potencjał szkoleniowy ma nasz klub. Niestety ze względu na atrakcyjne oferty nie jesteśmy w stanie zatrzymać tych graczy u siebie. Oni powinni grać we Wrocławiu i stanowić o sile zespołu. A dochodzi do sytuacji, że to „siatkarskie rekiny” mają profity z naszej pracy szkoleniowej. Ekwiwalent za zawodnika nie rekompensuje wysiłku i środków włożonych w jego wyszkolenie.

Za rok cel ten sam – walczymy o I ligę?
Zobaczymy, jak będzie wyglądać sytuacja. Wszystko będzie jaśniejsze w okolicach lipca i sierpnia. Umowy sponsorskie mamy do 30 czerwca i od pierwszego lipca będziemy podpisywać nowe. Na zakończenie chciałbym bardzo podziękować wrocławskim kibicom za obecność i gorący doping na meczach i oraz wszystkim firmom, które wspierały nasz klub.

rozmawiała Agata Udała
redakcja tekstu JG


Komentuj na Facebooku

comments