Młoda dama od rozgrywania

fot. Facebook

fot. Facebook

Paulina Bałdyga – kapitan i rozgrywająca mistrzyń Europy kadetek 2013 – opowiada nam o sukcesie, koleżankach z drużyny, Ostrołęce i o sobie.

Gdy reprezentacja Andrzeja Niemczyka zdobywała złote medale mistrzostw Europy Ty miałaś siedem i dziewięć lat – pamiętasz te sukcesy? Już wtedy z uwagą śledziłaś reprezentację?
Pamiętam tamte mistrzostwa Europy, ale głównie dlatego, że rodzice śledzili mecze w telewizji. Dla mnie siatkówka nie była jeszcze całym życiem. Nie przywiązywałam do niej tak wielkiej wagi. Jako dziecko przede wszystkim pływałam i biegałam.

Teraz Ty zdobyłaś złoto mistrzostw Europy, chociaż na razie wśród kadetek. Trochę czasu już minęło, więc pewnie ochłonęłaś już po tym sukcesie.
Tak. Szybko musiałam się znów przestawić do normalnego życia i nadrobić zaległości w szkole. Były też mistrzostwa Polski.

Na lotnisku czekał na was prezes PZPS, a jakieś inne ciekawe rzeczy spotkały Cię po tym turnieju? Więcej wywiadów, autografów, jesteś bardziej rozpoznawalna?
Otrzymałam wiele gratulacji od różnych ludzi. To naprawdę bardzo miłe. Pojawiło się też dużo zapytań o wywiady, ale z braku czasu niestety musiałam z kilku zrezygnować. W moim byłym gimnazjum w Ostrołęce powieszono moje zdjęcie. Poza tym moje życie jakoś szczególnie się nie zmieniło.

Wróćmy do mistrzostw Europy. Faza grupowa nie była najlepsza w waszym wykonaniu, czy wyniki zacierają obraz gry? Przegrałyście z Włoszkami, by pokonać Słowenię potrzebowałyście pięciu setów.
Faktycznie – ta część turnieju nie była dobra w naszym wykonaniu. Grałyśmy bardzo słabo, może z wyjątkiem meczu z Włoszkami. To było dobre widowisko, mimo tego że przegrałyśmy. Pokazałyśmy kawał dobrej siatkówki. Przez cały czas zresztą wiedziałyśmy, że stać nas na dużo więcej. Wierzyłyśmy, że w końcu zagramy na odpowiednim poziomie.

CZYTAJ TAKŻE: Oto nasze mistrzynie (KADRA KADETEK – złote medalistki mistrzostw Europy 2013)

Potem jednak narodziła się drużyna, która w finale pokonała Włochy. Był jakiś taki moment, w którym powiedziałyście sobie: dobra, nie mamy nic do stracenia – one są do pokonania.
Na mecz finałowy byłyśmy bardzo zmobilizowane. Włoszki znamy bardzo dobrze i wiedziałyśmy, że są do ogrania. Przed spotkaniem rozmawiałyśmy ze sobą i padła jasna deklaracja, jaki medal chcemy zdobyć. Wszystkie też zgodnie stwierdziłyśmy, że nie ważne co się będzie działo na parkiecie, ale musimy cały czas być drużyną.

"Nie wierzę" zdaje się mówić kapitan naszych złotych kadetek; fot. CEV.lu

„Nie wierzę” zdaje się mówić kapitan naszych złotych kadetek; fot. CEV.lu

W finale to wy zagrałyście lepiej niż w fazie grupowej, czy Włoszki słabiej?
To był bardzo dziwny mecz. Dwa pierwsze sety w naszym wykonaniu były okropne, a rywalkom wychodziło wszystko. Mimo tego cały czas wierzyłyśmy, że mecz odwróci się na naszą korzyść. Na trzeciego seta wyszłyśmy z zupełnie innym nastawieniem. Zaczęłyśmy grać na luzie, bo wiedziałyśmy, że nie mamy już nic do stracenia. Wygrałyśmy ten finał przede wszystkim głową. Ani przez moment, nie wątpiłyśmy w sukces. Cały czas się wspierałyśmy, bo najważniejsze, żeby być jednością, zespołem, a nie dwunastoma indywidualnościami.

Jesteś kapitanem złotej drużyny. Koleżanki Cię wybrały czy trener mianował? Jakie widzisz u siebie cechy, które pozwalają Ci spełniać tę funkcję? Koleżanki czują respekt, ufają Ci, potrafisz na nie krzyknąć?
Koleżanki powierzyły mi tę rolę rok temu. Jakie moje cechy je do tego przekonały…? Nie wiem – to pytanie do nich (uśmiech). Na pewno mi ufają i wiedzą, że mogą na mnie liczyć.

To jako kapitan prosiłbym Cię, abyś w 2-3 zdaniach powiedziała coś o każdej z mistrzyń. W końcu znasz je najlepiej.
Malwina Smarzek poza boiskiem to indywidualistka, która chodzi swoimi ścieżkami, ale gdy gramy, jest

fot. Facebook

fot. Facebook

liderką i potrafi skończyć każdą akcję. To niezbędny element całej układanki. Gosia Śmieszek i Kornelia Moskwa to dwa sreberka, które potrafią rozbawić każdego. Czasem tak żartują, że nie można tego ubrać w słowa… Na parkiecie – dwa walczaki wkładające 100 procent serca w to, co robią. Klaudia Grzelak i Pola Nowakowska – dusze towarzystwa. Odnajdują się w każdej sytuacji. Aleksandra Wańczyk i Justyna Antosiewicz to ciche i grzeczne dziewczyny. Wprowadzają spokój i opanowanie. To bardzo ważne elementy. Niezwykle silne mentalnie są Karolina Piśla i Magda Damaske. Bardzo ambitne nie tylko na boisku. Karolina Szczygieł i Ola Kazała dołączyły do nas z Polski (nie uczą się na co dzień w Sosnowcu – przyp. JG). Idealnie jednak wpasowały się w drużynę. Są przesympatyczne i chętnie wszystkim pomagają.

A jaka jest kapitan tego zespołu? Szczególnie poza boiskiem…
Różnie to bywa (uśmiech). Generalnie ciężko mi usiedzieć w miejscu, wszędzie jest mnie pełno. Lubię, jak coś się dzieje. Nienawidzę nudy. W wolnym czasie lubię poznawać nowych ludzi, odwiedzać znajomych i rodzinę. Niestety widuję się z nimi rzadko.

Jak wygląda sztab szkoleniowy reprezentacji kadetek? To stały zespół?
Pierwszy trener Grzegorz Kosatka, drugi trener Marcin Widera oraz nasz kochany fizjoterapeuta Kazimierz Żmuda są a nami od początku i spędzają z nami czas także w szkole w Sosnowcu. Do sztabu dołączyli

Główna nagroda za mistrzostwo Europy; fot. CEV.lu

Główna nagroda za mistrzostwo Europy; fot. CEV.lu

także pani doktor Małgorzata Wołek oraz superstatystyk Piotrek Olenderek.

PZPS pomaga w każdym aspekcie? Nigdy niczego Wam nie brakuje?
Nie mamy powodów do narzekań. Jedyne czego nam brak to… toreb na kółkach (śmiech).

Ostrołęka – w której zaczynałaś przygodę ze sportem – to siatkarskie miasto. Rodzice też byli sportowcami?
Faktycznie – to stamtąd pochodził Arek Gołaś czy Grzegorz i Kuba Łomaczowie. Mamy też silą drużynę męską, która w I lidze walczy o trzecie miejsce. Moi rodzice skończyli AWF, więc sport w rodzinie jest od zawsze.

Czyli jeśli masz rodzeństwo, to pewnie też coś trenuje.
Mam brata, który ma już na swoim koncie srebrny medal mistrzostw Polski w pływaniu oraz srebrny i brązowy medal MP w minisiatkówce. Przemek uczy się w I klasie gimnazjum i trenuje w klubie Olimp Ostrołęka.

Kto był kluczowymi postaciami w Twojej dotychczasowej karierze?
Cały czas wspierali mnie rodzice. Trener Stanisław Lizyńczyk powołał mnie do kadry Mazowsza, a teraz dużą rolę odgrywają szkoleniowcy z Sosnowca. To oni znaleźli moje miejsce na boisku.

A siatkarski autorytet to…?
Podziwiam Yoshie Takeshitę – mimo słabych warunków fizycznych jest jedną z najlepszych rozgrywających na świecie.

Z koleżanką z reprezentacji Klaudią Grzelak; fot. Facebook

Z koleżanką z reprezentacji Klaudią Grzelak; fot. Facebook

Jak wygląda nauka w Sosnowcu?
To wspaniałe miejsce dla dziewczyn, które chcą grać w siatkówkę. Tam jest bardzo dobra atmosfera, która sprzyja rozwojowi. Trafiłam tam po Turnieju Nadziei Olimpijskich, który co roku organizowany jest w Spale.

Z siatkówką wiążesz swoją przyszłość?
To całe moje życie. W tej chwili skupiam się na rozgrywkach młodzieżowych. Nie myślę o tym, gdzie będę grała po skończeniu Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Fajnie by było, gdyby to był klub blisko mojego rodzinnego miasta (uśmiech).

PAULINA BAŁDYGA  (ur. 24 lipca 1996)

Rozgrywająca; aktualny uczy się i trenuje w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Wychowanka OTPS Nike Ostrołęka. Ma 174 cm wzrostu (305 cm w ataku, 278 cm w bloku). Mistrzynie Europy kadetek 2013, brązowa medalistka mistrzostw Europy Wschodniej 2012.

Jakub Guder


Komentuj na Facebooku

comments