Orbita czyli stypa

Kibice Chemika Police (fot. JG)

Kibice Chemika Police (fot. JG)

– To chyba najcichsza hala w Polsce! – powiedziała o Orbicie jedna z siatkarek Impela Wrocław po meczu z Chemikiem Police, a potem dodała, że ludzie cały czas siedzą i że powinni się obudzić. Ten pstryczek w kierunku kibiców jest jak najbardziej słuszny.

Przypomnijmy – rozegrany tuż przed Nowym Rokiem meczu Impela Wrocław z Chemikiem Police w Orbicie obejrzało blisko 2000 kibiców. To wrocławski rekord w tym sezonie. Efekt był jednak taki, jakby siatkarki Aleksandersena grały – z całym szacunkiem – w Twardogórze.

Większość kibiców przyszła nie po to, żeby dopingować swój zespół w pojedynku z aktualnym mistrzem Polski, ale by popatrzeć się na Barańską, Glinkę i resztę ekipy z Polic. Bądźmy szczerzy – kupili bilet nie na Impel, a na Chemik. Emocji nie czuli żadnych, żadnego lokalnego patriotyzmu. Wszyscy siedzieli jak na tureckim kazaniu. Jakaś masakra.  A to powinien być tumult, ryk, dokładnie taki sam jak na meczach męskiej reprezentacji. Uwierzcie – to naprawdę działa na głowę przeciwniczek, gdy nie słyszą własnych myśli, nie mówiąc już o koleżankach z boiska.

Sytuacja była gorsza niż na piłkarskim Śląsku, bo tam – jak już WKS gra z Legią – to jednak nawet pikniki i „Janusze” dopingują wrocławian. W Orbicie cisza. Jakby wszyscy siedzieli w kinie. Przykro wyglądało, gdy bądź co bądź mocna ekipa kibiców z Polic była momentami głośniejsza niż gospodarze.

Kamyczek wrzucimy też do ogródka klubu kibica, który co mecz napieprza w te bębny, że głowa boli. I chwała im za to, ale może warto spróbować zaangażować w doping pozostałych kibiców? Może spróbujcie raz rozsiąść się, albo wyznaczyć w poszczególnych sektorach osoby, które będą jakoś mobilizowały tłum. Macie sporo energii, dacie radę. A może wzorem Magiery i Kułagi coś mógłby pograć spiker? Jakaś „Pieśń o małym rycerzu”? Żeby podkręcić publikę.

Tematem na osobny tekst jest oczywiście tożsamość Impela, który przeistoczył się z Gwardii. Tamtem milicyjny jeszcze przed 1989 rokiem klub miał kibiców z nim związanych (zawodowo), ale też go nienawidzących. Były męskie pojedynki Gwardii z Legią, Pałaszewskiego z Wagnerem, milicji z wojskiem. To wywoływało z pewnością większe emocje. Tak czy inaczej nie możemy pojąć, jak można nie wstać ani razu z krzesełka, gdy miejscowa drużyna – przynajmniej długimi momentami – walczy jak równy z równym z naszpikowanymi gwiazdami mistrzyniami Polski. Straszne to i smutne.

No i na koniec – zobaczcie jak to się robi w Rzeszowie…

YouTube Preview Image


Komentuj na Facebooku

comments