Pierwsza wpadka Antigi

fot. Kuba Atys dla PKN Orlen - nadesłane materiały prasowe

fot. Kuba Atys dla PKN Orlen – nadesłane materiały prasowe

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Polska drużyna jechała do Słowenii jako murowany faworyt do zwycięstwa w całym turnieju kwalifikacyjnym, w tym we wszystkich meczach. Niestety biało – czerwoni chyba zapomnieli, iż aby awansować do mistrzostw Europy trzeba wygrywać spotkania. W dzisiejszym pojedynku niespodziewanie ulegli gospodarzom, prowadząc już 2:0 w setach.

Stephane Antiga, podobnie jak to miało miejsce przed tygodniem we Wrocławiu, był bardzo konsekwentny w wyborze wyjściowej szóstki. Jedyną zmianą – wymuszoną przez kontuzję, było zastąpienie Michała Kubiaka przez kapitana reprezentacji Michała Winiarskiego. Polacy rozpoczęli seta z wielkim zapałem. Już po chwili uzyskali sporą przewagę. Słoweńcy popełniali mnóstwo błędów własnych, chociaż i my nie ustrzegliśmy się nieudanych zagrań. Nasz zespół zepsuł aż siedem zagrywek, a warto wspomnieć, że we Wrocławiu to była jego najsilniejsza broń, przynosząca mnóstwo punktów i niemiłosiernie strasząca rywali. Mimo wszystko nasi kadrowicze bez problemów zwyciężyli w pierwszej odsłonie. Bardzo dobrze, po raz kolejny zaprezentował się Mariusz Wlazły. Atakujący swoją grą zamyka usta wszystkim przeciwnikom jego powrotu do drużyny. Za drugi pozytyw można uznać grę blokiem. Niestety zupełnie nie wychodziły nam akcje z drugiej linii. Całkiem prawdopodobne, że przyczyną tego był brak Michała Kubiaka, który od pewnego już czasu wyrasta na głównego specjalistę od pipe’a.

W drugiej partii biało–czerwoni od początku mieli problemy z rywalem. Słoweńscy siatkarze zaczęli grać bardziej skutecznie we wszystkich elementach gry. Na pierwszej przerwie technicznej nasi reprezentanci przegrywali już 3:8. W grze zawodników Antigi nie funkcjonowało dosłownie nic. Najsłabszym punktem było zdecydowanie przyjęcie. Również obrona znacznie odbiegała od tego, do czego przyzwyczajeni są polscy kibice. Na drugą przerwę techniczną schodziliśmy z kilkupunktową stratą do rywali. Wydawało się, iż nasi siatkarze już się nie podniosą i przegrają tego seta. Nic bardziej mylnego. Polacy konsekwentnie odrabiali punkty i po heroicznej walce w końcówce wyszli na prowadzenie w meczu 2:0. Wielka w tym zasługa niesamowitej postawy Bartosza Kurka, który swoją trudną zagrywką zmusił Słoweńców do błędów. Jednakże cały zespół zasługuje na pochwałę i wielki gratulacje. To już niestety koniec słów aprobaty dla drużyny Stephane’a Antigi.

Trzeci set był partią bardzo wyrównaną. Oba zespoły grały praktycznie od początku punkt za punkt. Niestety pomimo tego faktu, na boisku momentami panował taki chaos, że nie dało się na to patrzeć. Zarówno Słoweńcy, jak i Polacy, popełniali niemożliwą wręcz ilość błędów. W naszej drużynie znowu kompletnie nie działała zagrywka. Rewelacyjne nie było także przyjęcie. Emocjonująca końcówka, niestety przegrana przez naszych reprezentantów w dość głupi sposób, była wynikiem nieudolności wszystkich zawodników na boisku. Bo gdyby któraś z ekip była bardziej konsekwentna, ta partia skończyłaby się jej zdecydowaną wygraną.

Jeśli ktoś liczył na to, że Polacy przypomną sobie jak się gra w siatkówkę, to mocno się przeliczył. Słoweńcy poczuli krew i postanowili jednak tego meczu nie przegrywać. Grali skutecznie w bloku, ataku i zagrywce. Natomiast podopieczni Antigi najzwyczajniej w świecie stali i oglądali spotkanie, zapominając chyba, że w nim występują. Do tego od samego początku przyszło Polakom odrabiać straty. Taka postawa nie mogła przynieść powodzenia. Słoweńcy po raz drugi okazali się lepsi i po grze na przewagi doprowadzili do wyrównania stanu meczu.

Niestety również w tie–breaku podopieczni trenera Slabe prezentowali się bardzo dobrze. Świetnie spisywali się przede wszystkim w polu zagrywki posyłając kilka asów serwisowych. I choć do pewnego momentu piąta partia była bardzo wyrównana, to nasi siatkarze nie znaleźli recepty na przeciwnika. Końcówka należała zdecydowanie do gospodarzy, którzy bardzo konsekwentną grą zapewnili sobie wygraną w meczu.

Gdzie się podziała ta solidna drużyna z Wrocławia? Oby wróciła – i to szybko – bo mistrzostwa świata zbliżają się wielkimi krokami, a tam już takich wpadek zaliczać po prostu nie wypada. Jutro i pojutrze trzeba najzwyczajniej w świecie ograć kolejnych przeciwników. Jeśli Polacy się zmobilizują i bezpośrednio awansują do mistrzostw Europy, wszystkie wypadki przy pracy pójdą w zapomnienie.

Słowenia – Polska 3:2 (20:25, 24:26, 27:25, 26:24, 15:11)

Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Bartosz Kurek, Karol Kłos, Mariusz Wlazły, Fabian Drzyzga – Paweł Zatorski (libero) – Michał Ruciak, Grzegorz Bociek, Paweł Zagumny.

Słowenia: Mitja Gasparini, Danijel Koncijla, Tine Urnaut, Gregor Ropret, Klemen Cebulj, Uros Pavlovic – Jani Kovacic (libero) – Alen Sket, Jan Pokersnik, Miha Plot.

Magda Gurban


Komentuj na Facebooku

comments