Polsat dławi się mistrzostwami

fot. sxc.hu

fot. sxc.hu

Polsat właśnie zachowuje się jak sześcioletni, rozpuszczony bachor w McDonaldzie, który zamówił wielki zestaw, a teraz nie może wepchnąć frytek. Wciska je więc rodzicom, a sam ma nudności. Wcześniej jednak dzielić się nie chciał. A jak zwymiotuje, to wszystkich pobrudzi…

15 mln euro – tyle Polsat zapłacił za prawa do organizacji i transmisji mistrzostw świata w siatkówce 2014. W telewizji Solorza-Żaka pomyśleli, że złapali Pana Boga za nogi, że sponsorzy będą teraz walić do nich drzwiami i oknami. No i na miesiąc przed obudzili się z ręką w nocniku.

Jakaż to musiała być desperacje, że prawa do transmisji zaoferowano nawet Telewizji TRWAM (!), chociaż tam przecież królują raczej Rozmowy Niedokończone, a nie siatkówka. Gdy nikt się po odkupienie praw nie zgłosił „polsatowcy” zaczęli zarzucać innym, że im nie pomogli. Że Telewizja Polska olała, że nikt się nie zaangażował, że polski rząd nie pomógł. Bidulki.

Otóż stacjo ze słoneczkiem w herbie – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Nikt nie przyrzekał hojnych dotacji, społecznego zaangażowania biznesu, partnerstwa prywatnego, nowych dróg i autostrad. Wzięliście sobie sami imprezę komercyjną w sporcie, którym na poważnie (męską odmianą) interesują się ludzie może w 20 krajach na świecie. To nie piłkarskie Euro, które uważnie śledzono od Zanzibaru, aż po Wyspy Galapagos. Siatkówka to sport niszowy, a wy chcieliście zbić kokosy.

Jasne – mecz reprezentacji Polski oglądają przysłowiowe miliony, ale ile osób w telewizji obejrzy siatkarki mecz BrazyliaWłochy, a ile piłkarski pojedynek tych nacji? No ile?

To też cały czas sport prowincji i proszę się nie obruszać, bo sam autor pochodzi z miasta ledwie 10-tysięcznego. Siatkarskich mistrzów Polski wyłaniamy ostatnio z Polic, Bełchatowa, Muszyny, Bialska-Białek, Kędzierzyna-Koźle czy Jastrzębia, a nie – jak to w piłce – z Warszawy, Krakowa, Poznania czy Wrocławia.

Promocji MŚ nie będę oceniał. W jednych miastach jest lepiej, w innych gorzej. Ludzie za to odpowiedzialni się starają, ale czasem nie mają możliwości. Otóż na co dzień mam okazję pracować w jednym z regionalnych dzienników. Gdy organizowano Euro gazeta była lokalnym partnerem imprezy. Tak samo rzecz się miała w przypadku mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów i kilku innych mniejszych czy większych imprez. Skutek – o zawodach pisano częściej. Regionalnym patronem siatkarskich MŚ nie można jednak zostać. Bo o tym decyduje Polsat, a nie lokalne komitety i logo gazety na plakatach imprezy we Wrocławiu znaleźć się nie mogło. Strzał w stopę normalnie.

Ostatnich doniesień komentować nie mam zamiaru. Ponad stówka za kilka kanałów, dzięki którym będę mógł zobaczyć mecz Polski z Kamerunem czy Wenezuelą to sprawa niepoważna. Jeszcze – jak donoszą fachowcy – terminy są tak krótkie, że sprawa jest  niewykonalna, bo prawo wymaga minimum 30 dni, a zostało ich mniej.

Zacytujemy jeszcze jednego z przedstawicieli Polsatu; „W 2008 roku w ciągu 24 godzin właściciel Polsatu podjął decyzję, by ściągnąć imprezę do Polski. Był to ruch strategiczny stacji, która od 15 lat buduje i współtworzy naszą siatkówkę. Gdyby chodziło tylko o transmisje, to niewątpliwie łatwiej, wygodniej i taniej byłoby kupić prawa do imprezy organizowanej za granicą. Ale my chcieliśmy mistrzostw w Polsce ” (Maciej Stec, członek zarządu Polsatu).

Po pierwsze – jeśli ktoś taką decyzję podejmuje w 24 godziny, bez analiz kosztów i zysków, no to poważne do końca nie jest. Nie wierzymy też,  że nie było to obliczone na zysk. Zygmunt Solorz-Żak nie jest świętym Mikołajem. Jeszcze gdy był w piłkarskim Śląsku, to zaznaczał, że nie ma zamiaru dokładać do tego sportowego interesu. Nie wierzymy, że nie było tak tym razem. Nie bez powodu jest najbogatszym Polakiem

A co do fali oburzeń, protestów i petycji, to nie bądźmy hipokrytami. Każdy z nas, te najważniejsze (oby o medale) mecze i tak obejrzy – u kumpla, u rodziny, w pubie albo na meczyki.pl. No czy nie jest tak? Możemy się zżymać na polsatowskie praktyki, ale to ich podwórko, ich kasa i mogą sobie robić co chcą. W końcu wyłożyli te 15 mln euro. A teraz płaczą.


Komentuj na Facebooku

comments