Wilfredo, wróć do kadry Kuby!

Wilfredo Leon, 2012, fot. fivb.org

Wilfredo Leon (nr #1), 2012, fot. fivb.org

Szaleństwo jakie zapanowano na punkcie Wilfredo Leona – naszego nowego rodaka – pomalutku sięga szczytu. A my mówimy jasno i otwarcie – Wilfredo, wracaj na Kubę! Tam Twoje miejsce i Twoja reprezentacja!

To nie jest wyraz naszych uprzedzeń rasowych, broń Boże! Zajmuje nas bardziej troska o siatkówkę, o jej poziom. Bo pozwalając tak lekką ręką rezygnować z gry w reprezentacji Kuby kolejnym siatkarzom, skazujemy tę drużynę na sportową degradację, która od kilku lat i tak już postępuje.

W 2010 roku Kubańczycy zdobyli wicemistrzostwo świata, w 2012 – brązowy medal Ligi Światowej. A teraz? Na ubiegłorocznych MŚ sklasyfikowani zostali na 11. miejscu, a w Lidze Światowej zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie występując w II dywizji. Regularnie zbierali lanie od Kanady czy Argentyny. A to przecież była zawsze reprezentacja, która nie dość że gwarantowała wysoki poziom sportowy, to jeszcze grała widowiskowo i raczej zyskiwała sympatię publiczności. Obecnie właściwie już nie liczy się w walce o medale największych imprez.

Powiecie, że to wina kubańskiej polityki, która izoluje wyspę od reszty świata; że przecież tamtejsza federacja, władze rządowe, same są sobie winne, że siatkarze uciekają z wyspy, że chcą grać dla innych, że drużyna narodowa jest coraz słabsza. Tylko co światowa federacja siatkówki robi, żeby z tym walczyć? Jak temu przeciwdziała?

Teraz czytamy w Przeglądzie Sportowym, że menadżer Andrzej Grzyb – który stoi za sprawą Leona – liczy na to, iż kubańska federacja skróci mu karencję, by już na igrzyskach w Rio zagrał dla Polski. A my liczymy, że się nie zgodzi, a FIVB sugerujemy, by wzięła wzór z piłki, gdzie jeśli ktoś chociaż jeden mecz zagra w seniorskiej drużynie swojego kraju, to już nie może zmienić reprezentowanych przez siebie barw.

Niestety, ale siatkówka coraz bardziej skupia się tylko w kilku krajach na świecie i izoluje tych słabszych. Wielkie turnieje odbywają się najczęściej w Japonii, Polsce lub Brazylii, a najmocniejsze reprezentacje rzadko kiedy mierzą się z tymi słabszymi. Podział ligi światowej na dywizje sprawił, że tylko na mistrzostwach świata – raz na cztery lata – Kamerun czy Egipt – mogą zagrać z Polską czy Brazylią. A to jest cały urok sportu – kiedy na Wyspy Owcze czy do malutkiej Albanii muszą na mecze eliminacyjnych przyjechać Niemcy, aktualni mistrzowie świata. Nie ma lepszej promocji sportu w krajach, gdzie dana dyscyplina stoi niżej, gdzie nie jest taka popularna. FIVB powinna to zrozumieć.

Polskość Wilfredo Leona ma dla nas drugorzędne znaczenie, chociaż niektóre z nim wywiady i materiały prasowe naprawdę sięgają niezłego poziomu abstrakcji. Nie w tym jednak rzecz. Zakładając, że rzeczywiście pokochał Polskę i Rzeszów, że nauczy się języka i hymnu, to chyba możemy być dumni, że nasz kraj tak przyciąga, a jego witamy z otwartymi rękami. Nie jednak, jako wybitnego siatkarza, ale zwykłego Kubańczyka.

Wspomniany „Przegląd Sportowy” opublikował także w piątek krótką listę kubańskich siatkarzy, którzy uciekli z wyspy i nie mogą grać w reprezentacji (Leon ponoć może legalnie wrócić do kraju): Leonel Marshall Borges, Osmany Juantorena, Joandry Leal Hidalgo, Yasser Portunado – do tego Wilfredo Leon. To paczka na medal mistrzostw świata.

Naszym marzeniem jest zobaczenie kubańskiej drużyny narodowej w takim składzie. Dla dobra światowej siatkówki. I to jest główny powód, dla którego mówimy NIE dla Wilfredo Leona w reprezentacji Polski.

Reprezentacja Kuby 2012 - brązowi medaliści Ligi Światowej (fot. fivb.org)

Reprezentacja Kuby 2012 – brązowi medaliści Ligi Światowej (fot. fivb.org)


Komentuj na Facebooku

comments